Od razu mówię: to najlepsza gra z rodzaju prostych gierek na telefon komórkowy, w jaką do tej pory grałem. A kto wie, może i najlepsza w ogóle. Ma coś w sobie z Angry Birds, wciąga na długie godziny jak lata temu wciągał pacman czy tetris i poprawia nastrój jak tabliczka czekolady. Z owocami.
Galeria zdjęć: Fruit Ninja
Pierwsze wrażenie z gry? Niesamowita intuicyjność. Nie potrzeba żadnego tutoriala. Włączasz i grasz. Wprawdzie po pierwszym włączeniu jak chyba każdy wyświetlone ikony próbowałem wcisnąć, ale twórcy gry to przewidzieli. Klikasz na ikonie – na ekranie pojawia się palec przeciągający po ikonie, a nie klikający na niej. Przeciągasz więc palcem, ikona zostaje przecięta i właśnie zaliczyłeś całe szkolenie, jakie powinieneś zaliczyć, by wiedzieć o to w tym wszystkim chodzi. Uwaga, gra właśnie wystartowała!
Spokojnie, wiesz co robić. Ktoś z dołu ekranu podrzucił ananas – szybko przeciągnij po nim palcem, a ten rozdziela się na dwie części i tryska owocowym sokiem na deski pod spodem. Pierwszy punkt. Teraz banan – szast! Drugi punkt. Kiwi – trzeci! Uwaga, lecą dwa owoce na raz. Jedno ciachnięcie po obu i zdobywasz kolejne punkty.
Ale co to? Coś nowego, bo w górę wzbija się sycząca bomba z latem. Intuicja ci mówi, że lepiej jej nie dotykać i dobrze, że tak właśnie ci mówi. Bomba spada skąd przyszła, a ty nie tracisz punktu. Owoców jednak lepiej nie przegapiaj. Trzy upadki i koniec gry. Jedno przypadkowe przecięcie bomby to także koniec.
Robi się coraz trudniej. Coraz więcej owoców, do tego wśród nich przeplatają się bomby. Czujesz się naprawdę jak ninja, gdy udaje ci się przeciąć wszystkie frykasy i nie trafić na żadnego syczącego przeszkadzacza. Siedemdziesiąt punktów! I niestety bomba – koniec gry.
Przecinasz ikonę ‘retry’ (gra nie ma spolszczenia, ale nie specjalnie to przeszkadza; nie ma tu za bardzo co czytać) i zaczynasz od nowa. Tym razem udało ci się przekroczyć setkę. Potem nieco gorzej, ale i tak włączasz grę ponownie. I ponownie. Aż nagle się orientujesz, że choć grę włączyłeś tylko po to by zobaczyć co to jest, grasz już prawie godzinę! Wciąga!
Czas skończyć grę. Nagle nie wiesz dlaczego, ale idziesz do sklepu kupić mandarynki, pomarańcze, gruszki. I może jeszcze kilka bananów. O tak, od dzisiaj będę się zdrowo odżywiał. A na myśl o kolejnej rozgrywce znów ci cieknie ślinka.
Gra jest naprawdę soczysta! Kolorowa, dynamiczna, szybka. Z humorem. Nie ma wprawdzie tu kolejnych etapów (za każdym razem grę zaczynasz od najprostszych poziomów) ale można to znieść. Pewnym urozmaiceniem są trzy tryby gry. Poza opisanym wyżej klasycznym jest jeszcze gra czasowa (żadnych bomb, żadnych strat za upuszczenie nieprzeciętego owoca – po prostu przetnij ich najwięcej w półtorej minuty) oraz tryb arcade (ponownie masz półtorej minuty, ale masz owoce z dodatkowymi punktami, a przecięcie bomby punkty jedynie zabiera). Mniej wciągające, ale może się jeszcze przekonam. Na razie gram w tryb klasyczny i staram się zdobyć jak najwięcej bonusów. Czyli nowe miecze (a właściwie nowe efekty specjalne po przeciągnięciu palcem po ekranie, bo mieczem jest właśnie twój palec) i nowe tapety tła zamiast standardowych desek. To wszystko możesz dostać za wykonanie specyficznych zadań. Na przykład gdy przetniesz pod rząd trzy ananasy, albo dojdziesz do 125 punktów bez upuszczenia żadnego owocu. To sprawia, że gra jest nieco jednak urozmaicona i chce się do niej ponownie siadać.
Wady? Chyba jedynie nadmierne wydzielanie śliny podczas gry
Jeśli potrafisz to przeboleć – polecam!
Plusy:
+ świetna grywalność
+ niesamowita intuicyjność
+ wszystko inne
Minusy:
+ brak polskiej wersji (ale prawdę mówiąc czytać wiele nie trzeba)













Dodaj do Wykop.pl
RSS
Drukuj
Dodaj na Śledzik.pl
